Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dance. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 czerwca 2016

Recenzja: Justin Bieber - Purpose [2016]

Nie sądziłem, że Justin Bieber kiedykolwiek zagości w tym miejscu i że ja będę na tyle zdeterminowany, by napisać o nim więcej niż dwa zdania o wstydzie dla kogoś, kto ma więcej niż 16 lat. Trafiając uszami na dowolną z jego kompozycji, wyobraźnia podsuwała mi przed oczy wizerunek młodej dziewczynki. Podejście to nie zmieniło się z biegiem lat wcale, zwłaszcza, że owa dziewczynka zmieniła się w strojącego groźne miny i za te miny obrywającego chłystka. Na tonącą elektroniczno-taneczną łódź wskoczył już chyba każdy z gatunków możliwych do nazwania, a więc Bieber postanowił dopchać się też, skrzykując tęgie głowy marketingu i wziętych producentów. Wrażenia? Wstyd                                                           się przyznać.

środa, 13 stycznia 2016

Recenzja: Excision - Codename X [2015]

 Dawno, dawno temu, bohater naszego dzisiejszego spotkania, obserwując dubstepowe szaleństwo toczące się przez brytyjskie kluby, zapragnął odziać marketingowo nierzucający się w oczy, choć ciężko skrojony bas w metkę 'Made in USA'. Zaczął wyśmienicie, oferując produkcje ostrzejsze, niż wywodzące się z dubu i reggae wyspiarskie pierwowzory. Mimo to, wymiana mocy płynącej spod igły kręcącej się po winylu na populistyczny plastik wisiała w powietrzu. Stojący za projektem Jeff Abel do tematu podszedł radykalnie. Z produktu końcowego wyrzucił stopniowo wszystko, czym obrany za cel gatunek był, zamieniając go w absurdalnie świdrujące 'kokodżambo i do przodu'. Cztery lata temu, debiutancki album Excisiona trafił na rynek za sprawą nie jego własnej wytwórni płytowej (Rottun), a należącego do Deadmau5 dużo popularniejszego Mau5trap Recordings. Czy nadszedł już czas, by po niezliczonych festiwalach i współpracy z tuzami branży (zespół Korn chociażby), Jeff zarobił na swój Amerykański Sen, dźwigając Codename X nie na kontraktach z grubszymi rybami, a na swoich własnych plecach?

niedziela, 13 grudnia 2015

Recenzja: Crookers - Sixteen Chapel [2015]

Przenieśmy się w lata 2006-2010, kiedy to electro-house zapisywał się w historii muzyki popularnej wielkimi literami. Festiwalowe sceny drżały od dźwięków fidget house i french electro, a fanom wciąż brakowało palców, by zliczyć wszystkie Justice, SebastiAny, Les Petits Pileuse, Surkiny... ogólnie panowała Francja. Sytuacja prowokowała do wystąpienia kogoś kłótliwego i rozwrzeszczanego. Długo nie musieliśmy czekać, warto za to było schować się za przewróconym stołem przed siłą hałasu generowanego od tego czasu przez The Bloody Beetroots, Congorocka i Crookers. Mniejsze i większe sukcesy dwóch pierwszych projektów zostały w pewnym momencie zjedzone przez zremiksowaną wersję Day'n'Nite Kid Cudiego, przebijając duet do świadomości tłumów dużo bardziej, niż ich debiutancki długograj (Put Your Hands On Me). Rok po nim nadszedł sprawiający sporo zawodu drugi album, Tons of Friends, kontynuowane przez jeszcze słabszego Dr. Gonzo... Aż strach mieć jakiekolwiek oczekiwania w stosunku do Sixteen Chapel.

środa, 9 grudnia 2015

Recenzja: Alesso - Forever [2015]

Przeglądając notowanie setki najlepszych Djów świata (wg DJ Mag), można się nie tylko podłamać na duchu, ale też zadumać. Rozróżnianie tak wielu modnie zalizanych 'szwedzkich producentów' w obcisłych koszulkach staje się coraz trudniejsze, zwłaszcza podczas spaceru przez YouTube po sznurku nagrań Hardwell / Ingrosso / Garrix / Trash / Sunshine / Dimitry Vegas stanowiących wariację na temat jednej piosenki. Na kolejną gwiazdę brylantyny, białego t-shirtu z Diesla i zadatków na miliony dolców na koncie, wyrasta od jakiegoś czasu także Alesso. Ten zechciał jednak zapakować swe brzmienie w album, a nie jak konkurenci w setki singli, bo to i tak nieważne - całe pieniądze idą                                                           z koncertów. Czy dzięki takiemu poświęceniu, Forever                                                           nie wyląduje w koszu?

poniedziałek, 16 listopada 2015

Recenzja: Flux Pavilion - Tesla [2015]

Pochodzący z Brytanii Flux Pavilion, swe muzyczne uzewnętrznienie rozplanował doskonale, bo w momencie, gdy dubstep nabrał już tempa i o zatrzymaniu machiny nie było mowy. Szyjąc kawałki trochę ciężej niż Benga, czy Rusko, basem po kostkach ciskał u boku Cookie Monstera, Datsika i Doctora P, budując markę pod skrzydłami labelu ostatniego ze wspomnianych – Circus Records, jeszcze w czasach świetności. Przełom w karierze Białowłosego określić wystarczy rzucając na stół dwa tytuły - 'I Can't Stop' oraz 'Bass Cannon'. Potem były już tylko kontrakty u grubych ryb z Ultra i Atlantic. Nie zawsze grało to jak trzeba, czas więc doładować się prądem.

piątek, 16 października 2015

Recenzja: Kill The Noise - Occult Classic [2015]

Tworzenie ścieżki dźwiekowej pod własne życie pojawia się chyba u każdego, nieważne czy chodzi o tło pod bieganie, kanapowy leżing, czy nasiadówy na porcelanowym tronie. Każdy chłopiec i każda dziewczynka staje sie więc w pewnym momencie mężczyzną, bo któż nie miał nigdy kawałka, który w największym pacyfiście obudziłby chęć, może nie barowej bójki z kastetem na pięści, resztkami kufla w czaszce i kijem do bilarda w nerce, ale choć pogrożenia palcem, wtórującego soczyście cedzonemu 'zara dostaniesz w ucho'. Tak jak dawniej było to AC/DC, czy Anthrax, pełne anarchii ruchy palca w bucie od dostrzegalnego czasu rozbudza Jake Stanczak aka Kill The Noise. Udane Epki wydawane u fumfla Skrillexa w OWSLA, wyprodukowanie części albumu Korn, machanie łapami z desek coraz większych festiwali – album od dawna wisiał w powietrzu. No i jest, Occult Classic dyndał w plotkach tak długo, że aż w charakterystycznym stylu Jake'a pozmieniał wszystko. Czy zmieni scenę?

środa, 7 października 2015

Recenzja: Nero - Between II Worlds [2015]

Dyskografię panów z Nero przemierzyłem wzdłuż (i gubiąc się wszeż), wyciągając dwa wnioski. Uno, 'ci to kiedyś robili wałki, teraz już takich nie robią...'. Dos, 'trzeba być bezczelnym i nienasyconym bogactw, by z twardego drum & bassu i ciężkiego dubstepu przebierać się w skórzane uniformy, zaciągnąć do śpiewania 'jakąś cizię' i wdzierać się w łaski stacji radiowych'. Pierwszy album z 2011 roku pokazał, że kultowe w pewnych kręgach 'Torture', czy 'Bad Trip' wspominane z nostalgią w innych, obok ohydnego, lecz hitowego 'Crush On You' nie tylko nie może stać, ale i nie chce. To nie tak, że Welcome Reality było skrajnie złą płytą, bo spośród męczącego patosu skaczącego pod same oczy, wyłowić dało się garść chwil godnych podkręcenia głosniej. Cztery lata po swoich nawet nie zabawnych 'muzycznych transformersach' wracają, by poniżyć się jeszcze bardziej... Choć może i nie?

piątek, 2 października 2015

Recenzja: Disclosure - Caracal [2015]

Disclosure to świetny przykład tego, jak łatwo można pod sobą wykopać dołek. Co najgorsze, wina nie leży nawet po stronie tworzących duet braci Guya i Howarda Lawrence'ów – bo co oni komu zrobili, że po drobiazgowo rozrysowanych uk-garage'owo-dubstepowych singlach i Epkach, popełnili jedną z najważniejszych płyt rozrywkowych ostatnich lat – Settle. Podia list przebojów stanęły otworem, sceny największych festiwali zabrzmiały ich roztańczeniem, nowy Bond zyska utwór spod ich palców, a konkurencja wzdycha gdzieś kilka pięter popularności niżej, już nawet nie walcząc z metką 'brzmi / nie brzmi jak Disclosure' - mamy i wspomniany dołek, wykopany przez 'disklołżermanię'. Sami wzburzyli falę, sami próbują ją okiełznać, za broń mając Caracal. Zerknijmy, czy się nie potopią.

wtorek, 29 września 2015

Recenzja: Madeaux - New Wav EP [2015] (MaSSS - Making a Short Story Shorter #7)

W 'MaSSS (Making a Short Story Shorter)' trochę miejsca zajmą EPki / single, które swoją zawartością nie pozostawiają wiele do dodania, jednak prezentują wystarczająco dużo dobrego / złego, by zasługiwały na kilka liter, zakończonych 5-stopniową skalą ocen. W dzisiejszym wydaniu: 
Madeaux - New Wav EP


niedziela, 27 września 2015

Recenzja: The Chemical Brothers - Born In The Echoes [2015]

The Prodigy od nowa zdziera gardło, Junkie XL nagłaśnia kinowe blockbustery, Fatboy Slim jeszcze się nie zapił, płyty wydaje Leftfield i New Order, a Aphex Twin dostaje za swoje połamańce nagrodę Grammy... Wrzucając do piwnicy nieopierzone gwiazdeczki EDM, dość rzec, że muzyka elektroniczna nabiera kolorów, z respektem wymiatając w blask reflektorów stare kocury. Mieszający w beatach od niemal 25 lat The Chemical Brothers do tej pory dawali sobie radę w wielu warunkach, bo co płyta, to innowacja, a nie inaczej jest z najnowszym krążkiem. Gdy 'prawie bracia' z The Crystal Method próbowali odmłodzić się i wpasować, dobry smak począł wydrapywać sobie uszy, a więc tak, Born In                                                           The Echoes mogło pójść źle. Jak wielkie oczy ma ten                                                           strach?

piątek, 4 września 2015

Recenzja: Dillon Francis - This Mixtape Is Fire EP [2015] (MaSSS - Making a Short Story Shorter #6)

W 'MaSSS (Making a Short Story Shorter)' trochę miejsca zajmą EPki / single, które swoją zawartością nie pozostawiają wiele do dodania, jednak prezentują wystarczająco dużo dobrego / złego, by zasługiwały na kilka liter, zakończonych 5-stopniową skalą ocen. W dzisiejszym wydaniu:  

Dillon Francis - This Mixtape Is Fire [2015]


sobota, 1 sierpnia 2015

Recenzja: Years & Years - Communion [2015]

Szlachetnie urodzeni mają w życiu łatwiej. Trio Years & Years swe początki świętowało dostojnie, bo aż w łowiącym talenty Kitsuné Maison Records. To, wydaną w 2013 roku EPką Traps jeszcze nie wprowadziło słuchaczy w ekstazę, ale pozwoliło chłopakom poszpanować na salonach 'labelowymi rodzicami', robiąc przy okazji solidne podłoże pod zastrzyk popularności spowodowany 'oOoOoo, eOeOeoo', dobiegającym z większości stacji radiowych, pogwizdywań zasłyszanych na ulicy i każdego supermarketu. Panowie swym dopiero co wydanym albumem próbują udowodnić, że za festiwalową machiną marketingową i rodowodem kryje się taneczny łamacz stawów, podparty na wzorcach dalekich od pierwszej łapanki (Flying Lotus i Radiohead stojące obok najntisowego house i new romantic po liftingu). Boże wybranej przez ciebie wiary broń tylko przed wsłuchaniem się w teksty podczas tańca, bo siądziesz i zaczniesz analizować jak żadnego electropopa przed Yearsami.

sobota, 6 czerwca 2015

Recenzja: Skrillex and Diplo Present Jack Ü [2015]

Diplo od zawsze w rozkroku pomiędzy hip-hopowymi beatami i elektroniczną ich polerką, Skrillex od względnie niedawna zgrabnie poruszający się we wszystkim co jest na topie, z pamięcią o udziwnieniach (któż inny wpuściłby na swój debiut 'Doompy Poomp'?). Kiedy dwójka najbardziej rozchwytywanych producentów z kraju hamburgera zabiera się do wydania wspólnego albumu, wiedz, że coś się dzieje. No i się stało.



środa, 3 września 2014

Recenzja: La Roux - Trouble In Paradise [2014]

La Roux swą pierwszą płytę w ramiona publiczności pchnęło w roku 2009, trzy lata po narodzinach, ziszczonych przez zaangażowaną wokalnie Elly Jackson i wspierającego ją producencko Bena Langmaida. Debiut bez tytułu przyczynił się swego czasu do roztańczenia bijącego w oldschoolowców z radia, a z internetu w dotychczasowych indie rockowych młodzieńców, przekopujących odtąd google w poszukiwaniu wiedzy, czym jest Eurythmics, lub też czego dokonał Gary Numan. Przymierało to stopniowo przez kolejne lata oczekiwań na następcę, nadchodzącego wreszcie pięć lat później pod nazwą Trouble In Paradise, przenoszącego brzmienie La Roux w całkiem inne strony świata, już niemal bez udziału Langmaidowskiej części duetu. Czas na żar tropików, czy może Elly w opałach?

piątek, 28 marca 2014

Recenzja: Skrillex - Recess [2014]

Ile wiertarek potrzeba, by wywiercić dziurę w ścianie? Podobno żadnej, jeśli w pobliżu jest Skrillex. O rockowo i metalowo wykształconym muzyku, który do zamieszek słownych doprowadza zaledwie robiąc swoje, zdołano powiedzieć już wszystko, wyczerpując temat przynajmniej kilka razy. Rozpoznawalność dało mu poprowadzenie rozpoczętej przez Rusko spłyconej ewolucji dubstepu w brostep, a tron 'Niszczyciela Dubowych Korzeni' nadal przylega do Sonny'ego Moore'a namiętnie, choć błędnie, bo wśród masy electro-house i complextro, na każdym z wydawnictw brostep pojawiał się do tej pory w dość mizernych ilościach. No właśnie – wydawnictwa. Wszelkie tytuły 'Przyszłości Muzyki EDM' najwyraźniej nie działają na ich adresata motywująco i releasy z jego stajni to rzadkie zjawisko, bolesne jeszcze bardziej po youtubowym przekopaniu się przez Skrillexa ze statusem 'unreleased'. Otarcia łez nadszedł czas, a to za sprawą debiutu albumowego największego współczesnego muzycznego wichrzyciela, tym razem zapracowanego w zaskakiwaniu zarówno wrogów, jak i fanów.

sobota, 8 marca 2014

Recenzja: Katy B - Little Red [2014]

Przenikanie muzycznego podziemia do mainstreamu stało się tak naturalne, że przestało dziwić, choć w praktyce temat nadal jest dość śliski. Z jednej strony migrującego undergroundu osadzili się np. Chase & Status, Knife Party, czy Zedd, którzy zaprzedawszy dusze Bieberowi i Rihannie, pokazali, że walka toczy się nie tylko o sławę, ale też złoty pieniążek. Na tym tle, mimo wszystko zadziwiająco zauważalnie wypadają ich przeciwnicy, w postaci piewców idei niezależnych, mających na co dzień wciąż małą siłę rażenia poza internetem i klubami. Podobno czasem poza talentem wystarczy odrobina pewności siebie, nawet tej na wyrost. Uzbroiła się w nią drobna Katy B, która w nazwie swojego hitowego zazębienia populizmu i oryginalności, On a Mission, zaznaczyła po co to wszystko. Wjeżdzające właśnie na parkiety i do domów Little Red jest dokończeniem misji i podkreśleniem, że Katy zabiera się do swojej muzyki po męsku i nie w głowie jej stan konta, nawet po wymianie prostej koszulki z nadrukiem Rinse (brytyjskiej stacji radiowej / labelu trudniącego się 'jej' muzyką) na błyszczące cekiny.

sobota, 15 lutego 2014

Recenzja: Mat Zo - Damage Control [2013]

Przyjaciele w kręgach muzycznych to dobra rzecz. Zwłaszcza jeśli z ich pomocą udaje się wyjść poza notowanie 'DJ Mag Top 100 DJs', które pomimo prestiżu, śledzone jest głównie przez osoby o perwersyjnym zacięciu do porównywania, a także wylewaczy żółci (- kłaniam się -) w związku z ciągłą dominacją trance'owców. W 2009 roku DJ Magazine wyróżniło Matana Zohara (Mat Zo) jako świetnie zapowiadającego się młodego artystę. W 2010 zadebiutował na 66 miejscu wspomnianego rankingu. Kolejne lata nacechowane są tendencją spadkową, lecz podziw dla jego umiejętności pozostaje na stałym poziomie. Urosła za to popularność, a duży w tym udział miał właśnie jeden z tak istotnych muzycznych przyjaciół - Porter Robinson. Stworzone wspólnie 'Easy' odnalazło się na nawet listach przebojów, będąc zajawką solowego debiutu Mata. Gdy nadszedł Damage Control, portale muzyczne okrzyknęły go w recenzjach jednym z najlepszych albumów tanecznych 2013, dopatrując się cech wizjonerstwa. Co na to Pudło z Płytami? Ja mówię: 'Nie-e, nie bawimy się w te gierki.'

sobota, 7 grudnia 2013

Recenzja: Cut Copy - Free Your Mind [2013]

Gdyby rozpocząć liczenie wszystkich 'ładnie uczesanych twórców ładnej tanecznej alternatywy', nie starczyłoby tu miejsca na nic innego. Pomimo tak licznej ich populacji, muzyka którą mają do zaprezentowania nie różni się od siebie w jakimś szczególnym stopniu. Stan ten nie powinien jednak prowadzić do ironicznych parsknięć, a do zadumy nad fenomenem zjawiska. Czy syntetyczne zespoły dance-punkowe są współczesnym echem dawnych boy bandów? Brzmi karkołomnie, ale coś w tym jest - jedni i drudzy swoimi piosenkami złamali na parkiecie nie tylko wiele przetańczonych kręgosłupów, ale i damskich serc. Jednymi z łamaczy są Australijczycy z Cut Copy, którzy czwartą płytą dorwali się nie tylko do klatek piersiowych, ale też do głów swoich fanów, rozkazując / zachęcając do 'Free Your Mind'. Czy sam krążek do tego zachęca? Jak najbardziej, choć jeden z utworów zatytuowany jest 'We Are Explorers' i osobnik odpowiedzialny za wklepywanie go w tracklistę powinien zostać skrzyczany, bo najwyraźniej przeskoczył słówko 'Not'.

środa, 20 listopada 2013

Recenzja: Lady Gaga - ARTPOP [2013]

Lady Gagę można kochać, można jej nie znosić... i darzyć milionem innych uczuć pomiędzy (w tym sporą niechęcią przez niżej podpisanego), ale trudno jej nie znać, jeśli nie muzycznie, to chociaż wizerunkowo, o ile ma się kontakt z najbadziej bieżącą rzeczywistością. Po dwóch różnie ocenianych, ale za to niesamowicie radzących sobie komercyjnie albumach, zapowiedź trzeciego i towarzyszące temu slogany, typu 'najlepszy krążek od czasów Thrillera', wzbudziła ogromne zamieszanie. Czego można spodziewać się po nowej płycie Germanotty? Zadziwiająco dużej dawki rewelacji, ale na pewno nie rewolucji... Mało tu ART, za to POPu są tony.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Recenzja: Krewella - Get Wet [2013]

Get Wet jest debiutem bardzo słabym. Tutaj cały opis mógłby się skończyć, będąc efektem prawdopodobnie takiego samego nakładu pracy jak przy okazji tworzenia tego krążka. Krewella, trio składające się z producenta (hmm): Rain Mana i śpiewających sióstr: Jahan i Yasmine. Po słabej (ale, z racji zebranego na niej 'radio-friendly' materiału, zarabiającej na siebie) EP i późniejszych remiksach tego wydawnictwa; mając wsparcie wydawnicze giganta w postaci Columbia Records, przekazuje w ręce zainteresowanych zbiór prostych zarówno muzycznie, jak i tekstowo brostepowych, transowych i dutch housowych popików. Album spełnia swoje zadanie - generuje przychody i udowadnia przy okazji, że nikt się od niego nie uwolni - fani klimatów yolo swag będą zachwyceni, a zniesmaczeni poczują się jeszcze bardziej zniesmaczeni trafiając na radio.