'Posner'...
'Posner'... Tobie też to nazwisko pałęta się gdzieś z tyłu
głowy? A tak, był taki jeden, który postanowił wydać całkiem
niezły mainstreamowy albumik dla niewymagających ('hitowy
electro-popowy singiel 'Cooler Than Me'), a następnie zapaść się
pod ziemię, czasem tylko wyglądając z nory z nowym singlem, czy
zapowiedzią czegoś, co ostatecznie nigdy nie ruszyło dalej, niż
poza słowa. Kto jednak był na tyle pedantyczny, by śledzić, kto
odpowiada za produkcję tych i owych hitów, dostrzec mógł ręce
muzyka na nagraniach Maroon 5, czy Biebera. Ja dociekliwy nie byłem,
zdziwienie powrotem Posnera przypieczętowałem więc przesłuchaniem,
cóż do zaoferowania może mieć ktoś, kogo nazwisko jeszcze przed
chwilą tylko krążyło gdzieś za mgłą wspomnień.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Folk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Folk. Pokaż wszystkie posty
środa, 7 września 2016
poniedziałek, 9 maja 2016
Recenzja: Yelawolf - Love Story [2015]
Żyjemy
w dziwnych czasach, gdy rapujący biali ludzie w tekstach wołają na
siebie nawzajem 'nigga' (ot, 'czarnuch' po ziomkowemu). Eminem nie
jest już jedyną kroplą mleka w czarnej hip-hopowej kawie, a
postaci takie jak Machine Gun Kelly, Macklemore i G-Eazy zdobywają
szacunek nie mniej prężnie niż Kanye, 2 Chainz, czy A$AP. Woźnym,
wymiatającym łamigłówki słowne spod dywanu
szpanerów, stara się być też Yelawolf. Ten, wskoczywszy z
mikstejpów wprost pod skrzydła wydawniczego tandemu Shady /
Interscope Records, popełnił w 2011 roku Radioactive
- wyśrubowane do
granic wypluwanie słów wprost na elektroniczno-trapowe podkłady.
Krążek ten, choć nierówny, zajmował uwagę zdecydowaniem i
determinacją płynącą z głosu snującego opowieści. Czego
oczekiwać od Love
Story? Cóż, Yella
zasiadł na ganku z gitarą i jest wściekły jak wilk z okładki.
poniedziałek, 17 marca 2014
Recenzja: Gooral - Better Place [2014]
Dożyliśmy
czasów, kiedy o patriotycznym usposobieniu
mówi się coraz trudniej. Los ten spotkał nie tylko szarą
codzienność, ale też świat muzyczny, w którym populacje
wypierające się powinowactwa narodowego z (nie)sławnym Pitbullem,
czy innym Stachurskym walczą o swoje racje do upadłego. Od tej
reguły zdarzają się na szczęście wyjątki, a najlepszym tego
przykładem jest rozchwytywany obecnie Gooral, który w łączeniu
folkloru z rozpiętą stylowo elektroniką dostrzegł pomysł na
siebie. Wielozadaniowość gatunkowa przyciągnęła tłumy, które
dały producentowi światło zielone jak okładka jego debiutanckiego
Ethno Electro. Projekt Goorala zdążył od tego czasu stać
się dobrem narodowym, pojawić w telewizji i na Woodstocku, mocno
opóźnić kolejnego długograja i w końcu go wydać. Przy tworzeniu
Better Place prawo głosu otrzymały chęci stworzenia
wydawnictwa bardziej dla jego twórcy osobistego... I na dobre to
imprezie po zbójnicku zaklętej w krążek nie wyszło.piątek, 14 marca 2014
Recenzja: Broken Bells - After The Disco [2014]

Pierwsza
płyta Broken Bells mocarnym wydawnictwem była. Broken Bells
może nie stało się dziełem nieśmiertelnym, ale z pewnością
rozbłysnęło jako jeden z najjaśniejszych punktów w kalendarzu
wydawniczym 2010. Za jego sukces odpowiedzieli dwaj panowie: James
Mercer i Brian Burton / Danger Mouse. Pierwszy z nich trudni
się byciem delikatną wokalnie i gitarowo twarzą The Shins, drugi
to jedna z najbardziej sprawdzonych osobowości
produkujących dla innych (The Black Keys, U2) i dla siebie - to on
objawił światu projekty Gnarls Barkley (z Cee-Lo Greenem),
DANGERDOOM (z MF DOOMem) oraz Rome, czyli muzyczną wersję
filmowego Django, stworzoną
z Danielem Luppim. After The Disco jest jak dotąd
drugą okazją Mercera i Burtona do połączenia folku z popem
doprawionym delikatną elektroniką i czuć, że tym razem robią to
nie tylko jako dwójka znanych w swoich środowiskach muzyków, ale
także jako zespół.
wtorek, 18 lutego 2014
Recenzja: Andrew Stockdale (Wolfmother) - Keep Moving [2013]

Andrew Stockdale od 2000 roku
udowadnia, że nie trzeba mieć za sobą lat grania w ZZ Top, czy Motörhead, by elektryzować publikę całego świata muzyką zespołów
tego kalibru. Powroty do dawnej hard rockowej dzikości i beztroski
rozpoczął od gitary prowadzącej, przejmującego wokalu i nie mniej
przejmującej burzy loków jako lider Wolfmother, który
dzięki dwóm płytom stał się, obok nauczycieli z AC/DC i
uczniów z Airbourne, Australijską wizytówką łączenia
na koncertach pokoleń unoszących w górę zapalniczki i
rozświetlone ekrany telefonów. Trzynaście lat sukcesów
później band zaskoczył informacją o zakończeniu wspólnego
grania. 'Wilczyca zostawiła własne dzieci' i ogłosiła, że
następny album wydany zostanie jako jej solowe dzieło. Keep
Moving jest kolejnym etapem w karierze Stockdale'a, choć
brzmieniowo zdaje się być krążkiem Wolfmother - cóż,
miłość do potomstwa podobno nigdy nie umiera.
poniedziałek, 18 listopada 2013
Recenzja: Woodkid - The Golden Age [2013]

Yoann
Lemoine do pewnego momentu był 'tylko' Yoannem Lemoine, reżyserem
odpowiedzialnym za teledyski Taylor Swift, czy Katy Perry. Praca nie
odbiła się (jak się później okazało, na szczęście)
jednak na jego twórczości, będącej oryginalną wizją
neofolku w wersji light, nazywaną chamber popem przez będących w
kropce przy próbach zaszufladkowania. Rok 2011 był dla Yoanna
przełomowy z dwóch skrajnie różnych powodów:
Wydał debiutancką EPkę pod pseudonimem Woodkid, zawierającą 4 utwory autorskie i... nic się nie stało. Potem jeden z
nich, 'Iron', Ubisoft wykorzystał w trailerze gry Assassin's Creed:
Revelations i świat stracił głowę dla tego 'Piotrusia Pana
francuskiej muzyki'.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

