2006 rok
– MSTRKRFT wydaje debiutanckie The Looks. 2007 rok –
Justice wydaje debiutanckie Cross. 2008 rok – Boys Noize
wydaje debiutanckie Oi Oi Oi. 2009 rok – The Bloody
Beetroots wydaje debiutanckie Romborama. Rok
2010 stoi pod znakiem 09-17-2007 EP
od enigmatycznego Dangera, a od długogrających debiutów SebastiAna
(Total) i ZZT (Partys
Over Earth) w 2011 nogi bolą od
tańca do dziś. To, co działo się przez podsumowane tu sześć lat
na scenie fidget / electro-house / dance-punka, było niesamowite.
Ucieczka w tamte czasy wciąż kręci łzę w oku, zwłaszcza po
obserwacji bieżących trendów, wrzucanych często do jednego wora
nawet przez jej twórców – a worek jest to z rodzaju tych na
odchody. Mówienie o 'starej gwardii elektroniki tamtych czasów', w
zderzeniu z wyjadaczami pamiętającymi pierwsze brzdąkania Rolling
Stonesów z dinozaurami, brzmi śmiesznie. Tylko jakim mianem
określić siebie, gdy na fejsbuku MSTRKRFT po wiekach ciszy wgrano
nowe zdjęcie, poparte później singlem i zapowiedzią płyty, a ja
zapragnąłem wyciągnąć z szafy glany, których nigdy nie miałem?
Powroty po latach potrafią boleć, martwiłem się tylko więc, by
nie zostać 'wierzącym w cuda frajerem'.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Rave. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Rave. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 sierpnia 2016
sobota, 25 lipca 2015
Recenzja: The Prodigy - The Day Is My Enemy [2015]

Rozciągnięta
od pogujących metalowców, do hipsterów z ekotorbami uniwersalność
The Prodigy to piękna sprawa. Wkład w rozwój elektroniki znanej
dziś mają panowie niezaprzeczalny, tym większy ukłon należny
jest im za ciągły brak transformacji w osiadłych na tronie
obserwatorów własnego wypielęgnowanego czegokolwiek. Po łamiącym
ziemię debiucie i dwóch w tę ziemię wbijających kontynuacjach,
nowożytna historia Liama, Keitha i Maxima odbiła się jak głowa od
betonu (nie znęcajmy się mocno nad zaledwie niezłym Always
Outnumbered, Never Outgunned, bo
to nie czas i miejsce), przywracając im chwałę na Invaders
Must Die,
zgarniającym pulę nagród szybką, głośną i wesoło naćpaną
mieszanką. Następca miał być twardszy. I brutalny. I nazwę mu aż
z tego wszystkiego zmieniono z How
To Steal a Jetfighter na
The
Day Is My Enemy – czy
może być gęściej od mroku?
sobota, 12 października 2013
Recenzja: Designer Drugs - Hardcore/Softcore [2011]

Subskrybuj:
Posty (Atom)
