Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Electro-House. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Electro-House. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2016

Recenzja: Birdy Nam Nam - Dance or Die [2016]

W konkursach na najlepszych turntablistów, jeździli na płytach bezkonkurencyjnie, a kogo nie pociąga szuranie winylem przed tłumem ludzi, umiejętności czterogłowego Birdy Nam Nam usłyszeć mógł na precyzyjnie rozegranych albumach studyjnych. Kto miał znać, ten znał, przełom nastąpił natomiast przy trzecim albumie. Defiant Order, wypłynęło kilka lat po premierze dzięki, no jakżeby inaczej, remiksom Skrillexa, zapisując twarze i skrecze francuskiego kwartetu w szerszej świadomości. Dance or Die nie tkwiło na mojej liście najgorętszych premier, lecz BNN jest grupą solidną jak przysłowiowe lasso – zawsze wraca (czy jakoś tak). Z dozą nostalgii i pewności, co do znanej mi już jakości, odpaliłem czwarty                                                           w ich karierze krążek. Zapraszam i ciebie, tylko uważaj,                                                           bo bas siada tu niżej, niż Seba w słowiańskim przykucu.

środa, 10 sierpnia 2016

Recenzja: MSTRKRFT - Operator [2016]

2006 rok – MSTRKRFT wydaje debiutanckie The Looks. 2007 rok – Justice wydaje debiutanckie Cross. 2008 rok – Boys Noize wydaje debiutanckie Oi Oi Oi. 2009 rok – The Bloody Beetroots wydaje debiutanckie Romborama. Rok 2010 stoi pod znakiem 09-17-2007 EP od enigmatycznego Dangera, a od długogrających debiutów SebastiAna (Total) i ZZT (Partys Over Earth) w 2011 nogi bolą od tańca do dziś. To, co działo się przez podsumowane tu sześć lat na scenie fidget / electro-house / dance-punka, było niesamowite. Ucieczka w tamte czasy wciąż kręci łzę w oku, zwłaszcza po obserwacji bieżących trendów, wrzucanych często do jednego wora nawet przez jej twórców – a worek jest to z rodzaju tych na odchody. Mówienie o 'starej gwardii elektroniki tamtych czasów', w zderzeniu z wyjadaczami pamiętającymi pierwsze brzdąkania Rolling Stonesów z dinozaurami, brzmi śmiesznie. Tylko jakim mianem określić siebie, gdy na fejsbuku MSTRKRFT po wiekach ciszy wgrano nowe zdjęcie, poparte później singlem i zapowiedzią płyty, a ja zapragnąłem wyciągnąć z szafy glany, których nigdy nie miałem? Powroty po latach potrafią boleć, martwiłem się tylko więc, by nie zostać 'wierzącym w cuda frajerem'.

wtorek, 21 czerwca 2016

Recenzja: Justin Bieber - Purpose [2016]

Nie sądziłem, że Justin Bieber kiedykolwiek zagości w tym miejscu i że ja będę na tyle zdeterminowany, by napisać o nim więcej niż dwa zdania o wstydzie dla kogoś, kto ma więcej niż 16 lat. Trafiając uszami na dowolną z jego kompozycji, wyobraźnia podsuwała mi przed oczy wizerunek młodej dziewczynki. Podejście to nie zmieniło się z biegiem lat wcale, zwłaszcza, że owa dziewczynka zmieniła się w strojącego groźne miny i za te miny obrywającego chłystka. Na tonącą elektroniczno-taneczną łódź wskoczył już chyba każdy z gatunków możliwych do nazwania, a więc Bieber postanowił dopchać się też, skrzykując tęgie głowy marketingu i wziętych producentów. Wrażenia? Wstyd                                                           się przyznać.

poniedziałek, 30 maja 2016

Recenzja: Boys Noize - Mayday [2016]

Pomimo miażdżącego debiutu i dobrej kontynuacji, trzeci album Alexa Ridhy zagubił się za liczącą się w 2012 stawką. Zęby nawet najbardziej wiernych fanów zadzwoniły w obawie, czy kolejne wzmianki o producencie ograniczą się do '-Boys No... kto?'. Out Of The Black obfitował w podnośniki włosów na rękach, lecz tożsamość brzmienia zdawała się rozmywać i tak. To tu przewinął się nieeemal ciekawy dubstep, to tam ledwo dychała praaawie udana kolaboracja ze Snoop Doggiem – nie warto było jeszcze pakować tobołów i uciekać z tego statku, ale walizka w polu widzenia była niezłym pomysłem. Mayday pojawia się dość nagle i bez pompowania balonu, lecz po wizycie w garderobie. Wchodzenie w buty Bogatych TrendoTwórczych zamienione na elektro-punkowe                                                           łypanie spod oka? No dobra, wstępnie wpiszcie mnie w listę                                                           gości.

piątek, 29 stycznia 2016

Recenzja: Xilent - We Are Virtual [2015]

Z roku na rok, dźwięki 'od nas' dokonują ekspansji pewniejszej i dalszej. Nie stoimy już jednym Skalpelem w Ninja Tune i Catz n Dogz w Dirtybirdzie, a przechadzka palcem po koncertowej mapie nie kończy się na Wielkiej Brytanii, czy Niemczech. EDM dziś w cenie i modzie, dobrze więc mieć po swojej stronie barykady kogoś, kto umie powiedzieć 'Brzęczyszczykiewicz' (oby!). Za wierzchołek góry lodowej niech posłuży Xilent, rozpoczynając drum & bassowym truchtem u Johna B w Beta Recordings, a rozbijaniem murów na pełnym biegu w Monstercat i skrillexowym OWSLA kończąc. Nie bez znaczenia jest także AudioPorn Records, bo tamże swój debiutancki długograj, We Are Virtual, wydał jakis czas temu Eryk... I taki to Matrix, że brakuje tylko doklejonego do pudełka woreczka z czerowną i niebieską pigułką.

środa, 13 stycznia 2016

Recenzja: Excision - Codename X [2015]

 Dawno, dawno temu, bohater naszego dzisiejszego spotkania, obserwując dubstepowe szaleństwo toczące się przez brytyjskie kluby, zapragnął odziać marketingowo nierzucający się w oczy, choć ciężko skrojony bas w metkę 'Made in USA'. Zaczął wyśmienicie, oferując produkcje ostrzejsze, niż wywodzące się z dubu i reggae wyspiarskie pierwowzory. Mimo to, wymiana mocy płynącej spod igły kręcącej się po winylu na populistyczny plastik wisiała w powietrzu. Stojący za projektem Jeff Abel do tematu podszedł radykalnie. Z produktu końcowego wyrzucił stopniowo wszystko, czym obrany za cel gatunek był, zamieniając go w absurdalnie świdrujące 'kokodżambo i do przodu'. Cztery lata temu, debiutancki album Excisiona trafił na rynek za sprawą nie jego własnej wytwórni płytowej (Rottun), a należącego do Deadmau5 dużo popularniejszego Mau5trap Recordings. Czy nadszedł już czas, by po niezliczonych festiwalach i współpracy z tuzami branży (zespół Korn chociażby), Jeff zarobił na swój Amerykański Sen, dźwigając Codename X nie na kontraktach z grubszymi rybami, a na swoich własnych plecach?

niedziela, 13 grudnia 2015

Recenzja: Crookers - Sixteen Chapel [2015]

Przenieśmy się w lata 2006-2010, kiedy to electro-house zapisywał się w historii muzyki popularnej wielkimi literami. Festiwalowe sceny drżały od dźwięków fidget house i french electro, a fanom wciąż brakowało palców, by zliczyć wszystkie Justice, SebastiAny, Les Petits Pileuse, Surkiny... ogólnie panowała Francja. Sytuacja prowokowała do wystąpienia kogoś kłótliwego i rozwrzeszczanego. Długo nie musieliśmy czekać, warto za to było schować się za przewróconym stołem przed siłą hałasu generowanego od tego czasu przez The Bloody Beetroots, Congorocka i Crookers. Mniejsze i większe sukcesy dwóch pierwszych projektów zostały w pewnym momencie zjedzone przez zremiksowaną wersję Day'n'Nite Kid Cudiego, przebijając duet do świadomości tłumów dużo bardziej, niż ich debiutancki długograj (Put Your Hands On Me). Rok po nim nadszedł sprawiający sporo zawodu drugi album, Tons of Friends, kontynuowane przez jeszcze słabszego Dr. Gonzo... Aż strach mieć jakiekolwiek oczekiwania w stosunku do Sixteen Chapel.

środa, 9 grudnia 2015

Recenzja: Alesso - Forever [2015]

Przeglądając notowanie setki najlepszych Djów świata (wg DJ Mag), można się nie tylko podłamać na duchu, ale też zadumać. Rozróżnianie tak wielu modnie zalizanych 'szwedzkich producentów' w obcisłych koszulkach staje się coraz trudniejsze, zwłaszcza podczas spaceru przez YouTube po sznurku nagrań Hardwell / Ingrosso / Garrix / Trash / Sunshine / Dimitry Vegas stanowiących wariację na temat jednej piosenki. Na kolejną gwiazdę brylantyny, białego t-shirtu z Diesla i zadatków na miliony dolców na koncie, wyrasta od jakiegoś czasu także Alesso. Ten zechciał jednak zapakować swe brzmienie w album, a nie jak konkurenci w setki singli, bo to i tak nieważne - całe pieniądze idą                                                           z koncertów. Czy dzięki takiemu poświęceniu, Forever                                                           nie wyląduje w koszu?

poniedziałek, 16 listopada 2015

Recenzja: Flux Pavilion - Tesla [2015]

Pochodzący z Brytanii Flux Pavilion, swe muzyczne uzewnętrznienie rozplanował doskonale, bo w momencie, gdy dubstep nabrał już tempa i o zatrzymaniu machiny nie było mowy. Szyjąc kawałki trochę ciężej niż Benga, czy Rusko, basem po kostkach ciskał u boku Cookie Monstera, Datsika i Doctora P, budując markę pod skrzydłami labelu ostatniego ze wspomnianych – Circus Records, jeszcze w czasach świetności. Przełom w karierze Białowłosego określić wystarczy rzucając na stół dwa tytuły - 'I Can't Stop' oraz 'Bass Cannon'. Potem były już tylko kontrakty u grubych ryb z Ultra i Atlantic. Nie zawsze grało to jak trzeba, czas więc doładować się prądem.

piątek, 16 października 2015

Recenzja: Kill The Noise - Occult Classic [2015]

Tworzenie ścieżki dźwiekowej pod własne życie pojawia się chyba u każdego, nieważne czy chodzi o tło pod bieganie, kanapowy leżing, czy nasiadówy na porcelanowym tronie. Każdy chłopiec i każda dziewczynka staje sie więc w pewnym momencie mężczyzną, bo któż nie miał nigdy kawałka, który w największym pacyfiście obudziłby chęć, może nie barowej bójki z kastetem na pięści, resztkami kufla w czaszce i kijem do bilarda w nerce, ale choć pogrożenia palcem, wtórującego soczyście cedzonemu 'zara dostaniesz w ucho'. Tak jak dawniej było to AC/DC, czy Anthrax, pełne anarchii ruchy palca w bucie od dostrzegalnego czasu rozbudza Jake Stanczak aka Kill The Noise. Udane Epki wydawane u fumfla Skrillexa w OWSLA, wyprodukowanie części albumu Korn, machanie łapami z desek coraz większych festiwali – album od dawna wisiał w powietrzu. No i jest, Occult Classic dyndał w plotkach tak długo, że aż w charakterystycznym stylu Jake'a pozmieniał wszystko. Czy zmieni scenę?

środa, 7 października 2015

Recenzja: Nero - Between II Worlds [2015]

Dyskografię panów z Nero przemierzyłem wzdłuż (i gubiąc się wszeż), wyciągając dwa wnioski. Uno, 'ci to kiedyś robili wałki, teraz już takich nie robią...'. Dos, 'trzeba być bezczelnym i nienasyconym bogactw, by z twardego drum & bassu i ciężkiego dubstepu przebierać się w skórzane uniformy, zaciągnąć do śpiewania 'jakąś cizię' i wdzierać się w łaski stacji radiowych'. Pierwszy album z 2011 roku pokazał, że kultowe w pewnych kręgach 'Torture', czy 'Bad Trip' wspominane z nostalgią w innych, obok ohydnego, lecz hitowego 'Crush On You' nie tylko nie może stać, ale i nie chce. To nie tak, że Welcome Reality było skrajnie złą płytą, bo spośród męczącego patosu skaczącego pod same oczy, wyłowić dało się garść chwil godnych podkręcenia głosniej. Cztery lata po swoich nawet nie zabawnych 'muzycznych transformersach' wracają, by poniżyć się jeszcze bardziej... Choć może i nie?

wtorek, 29 września 2015

Recenzja: Madeaux - New Wav EP [2015] (MaSSS - Making a Short Story Shorter #7)

W 'MaSSS (Making a Short Story Shorter)' trochę miejsca zajmą EPki / single, które swoją zawartością nie pozostawiają wiele do dodania, jednak prezentują wystarczająco dużo dobrego / złego, by zasługiwały na kilka liter, zakończonych 5-stopniową skalą ocen. W dzisiejszym wydaniu: 
Madeaux - New Wav EP


niedziela, 27 września 2015

Recenzja: The Chemical Brothers - Born In The Echoes [2015]

The Prodigy od nowa zdziera gardło, Junkie XL nagłaśnia kinowe blockbustery, Fatboy Slim jeszcze się nie zapił, płyty wydaje Leftfield i New Order, a Aphex Twin dostaje za swoje połamańce nagrodę Grammy... Wrzucając do piwnicy nieopierzone gwiazdeczki EDM, dość rzec, że muzyka elektroniczna nabiera kolorów, z respektem wymiatając w blask reflektorów stare kocury. Mieszający w beatach od niemal 25 lat The Chemical Brothers do tej pory dawali sobie radę w wielu warunkach, bo co płyta, to innowacja, a nie inaczej jest z najnowszym krążkiem. Gdy 'prawie bracia' z The Crystal Method próbowali odmłodzić się i wpasować, dobry smak począł wydrapywać sobie uszy, a więc tak, Born In                                                           The Echoes mogło pójść źle. Jak wielkie oczy ma ten                                                           strach?

piątek, 4 września 2015

Recenzja: Dillon Francis - This Mixtape Is Fire EP [2015] (MaSSS - Making a Short Story Shorter #6)

W 'MaSSS (Making a Short Story Shorter)' trochę miejsca zajmą EPki / single, które swoją zawartością nie pozostawiają wiele do dodania, jednak prezentują wystarczająco dużo dobrego / złego, by zasługiwały na kilka liter, zakończonych 5-stopniową skalą ocen. W dzisiejszym wydaniu:  

Dillon Francis - This Mixtape Is Fire [2015]


piątek, 17 lipca 2015

Recenzja: Zomboy - Resurrected LP / EP [2015] (MaSSS - Making a Short Story Shorter #5)

W 'MaSSS (Making a Short Story Shorter)' trochę miejsca zajmą EPki / single, które swoją zawartością nie pozostawiają wiele do dodania, jednak prezentują wystarczająco dużo dobrego / złego, by zasługiwały na kilka liter, zakończonych 5-stopniową skalą ocen. W dzisiejszym wydaniu:  

Zomboy - Resurrected LP / EP [2015]

niedziela, 28 czerwca 2015

Recenzja: Modestep - London Road [2015]

Pamiętając zapewne o drum & bassowej synkopie zgrabnie wtłaczanej z konsolety w 'żywy' zespół przez, powiedzmy, London Electricity, The Qemists, czy Pendulum, publika przyjęła Modestep ciepło i bez zbędnej nieufności; wystarczyło naręcze singli różnej klasy, swego czasu ciągnące się przez letnie festiwale i stacje radiowe niemal bez końca. Dołączył do nich akceptowalny długograj, po nim z kolei zaczęły się schody i to bynajmniej nie do nieba, a prędzej do piwnicy - przetasowanie w składzie i niebezpiecznie długa studyjna cisza. Niepewność ucina London Road, zobaczmy więc jak z tym cięciem sobie radzi.

sobota, 13 czerwca 2015

Recenzja: Brodinski - Brava [2015]

Pomińmy może wstępy o tym, że Francja stolicą modnej elektroniki, że Kitsuné, Ed Banger, Justice i Daft Punk... Porozmawiajmy o Bromance Records, bo to label Brodinskiego od pewnego już czasu rzuca swym przeciwnikom podkręcone piłki, pompując sztosy spod palców Louisahhh!!! i Panterosa666. Wreszcie, spośród gwiazdeczek wyłania się debiutujący długograjem dwa lata temu konkret, Gesaffelstein, a porównania jego Alephu z Bravą są naturalną koleją rzeczy. 'Bromans' pomiędzy artystami sam do tego kieruje, lecz czy chodzi tylko o braterską więź? W większości, bo tak jak album Gesy był na swój mroczny sposób trendy, jazzy i hip, Brodi postawił na słeg.

piątek, 12 września 2014

Recenzja: Borgore - #NEWGOREORDER [2014]

Zebrawszy nowatorski geniusz Digital Mystikz, El-B i Zeda Biasa, Borgore uczynił rok 2009 czasem przepuszczenia dubstepowych wzorców przez młockarnię i stopniowej przemiany nierzucającego się w oczy świata pirackich stacji radiowych w obecne towarzystwo festiwalowej bzdury, przepełnione lansiarskimi tyczkami w wiankach i z misiem w fullcapie przy boku. Producentów i do producenckiego miana aspirujących, wybitych w górę na popularności nowego trendu trudno zliczyć, a sam morderca gatunku po siedmiu latach od epicentrum zamieszania wydaje debiutancki album z cyckami i jednorożcami na okładce, dorzucając hashtag i 'gore' w nazwie. To nie mogło się                                                           dobrze skończyć.

piątek, 28 marca 2014

Recenzja: Skrillex - Recess [2014]

Ile wiertarek potrzeba, by wywiercić dziurę w ścianie? Podobno żadnej, jeśli w pobliżu jest Skrillex. O rockowo i metalowo wykształconym muzyku, który do zamieszek słownych doprowadza zaledwie robiąc swoje, zdołano powiedzieć już wszystko, wyczerpując temat przynajmniej kilka razy. Rozpoznawalność dało mu poprowadzenie rozpoczętej przez Rusko spłyconej ewolucji dubstepu w brostep, a tron 'Niszczyciela Dubowych Korzeni' nadal przylega do Sonny'ego Moore'a namiętnie, choć błędnie, bo wśród masy electro-house i complextro, na każdym z wydawnictw brostep pojawiał się do tej pory w dość mizernych ilościach. No właśnie – wydawnictwa. Wszelkie tytuły 'Przyszłości Muzyki EDM' najwyraźniej nie działają na ich adresata motywująco i releasy z jego stajni to rzadkie zjawisko, bolesne jeszcze bardziej po youtubowym przekopaniu się przez Skrillexa ze statusem 'unreleased'. Otarcia łez nadszedł czas, a to za sprawą debiutu albumowego największego współczesnego muzycznego wichrzyciela, tym razem zapracowanego w zaskakiwaniu zarówno wrogów, jak i fanów.

poniedziałek, 17 marca 2014

Recenzja: Gooral - Better Place [2014]

Dożyliśmy czasów, kiedy o patriotycznym usposobieniu mówi się coraz trudniej. Los ten spotkał nie tylko szarą codzienność, ale też świat muzyczny, w którym populacje wypierające się powinowactwa narodowego z (nie)sławnym Pitbullem, czy innym Stachurskym walczą o swoje racje do upadłego. Od tej reguły zdarzają się na szczęście wyjątki, a najlepszym tego przykładem jest rozchwytywany obecnie Gooral, który w łączeniu folkloru z rozpiętą stylowo elektroniką dostrzegł pomysł na siebie. Wielozadaniowość gatunkowa przyciągnęła tłumy, które dały producentowi światło zielone jak okładka jego debiutanckiego Ethno Electro. Projekt Goorala zdążył od tego czasu stać się dobrem narodowym, pojawić w telewizji i na Woodstocku, mocno opóźnić kolejnego długograja i w końcu go wydać. Przy tworzeniu Better Place prawo głosu otrzymały chęci stworzenia wydawnictwa bardziej dla jego twórcy osobistego... I na dobre to imprezie po zbójnicku zaklętej w krążek nie wyszło.