W
konkursach na najlepszych turntablistów, jeździli na płytach
bezkonkurencyjnie, a kogo nie pociąga szuranie winylem przed tłumem
ludzi, umiejętności czterogłowego Birdy Nam Nam usłyszeć mógł
na precyzyjnie rozegranych albumach studyjnych. Kto miał znać, ten
znał, przełom nastąpił natomiast przy trzecim albumie. Defiant
Order, wypłynęło kilka lat po premierze dzięki, no jakżeby
inaczej, remiksom Skrillexa, zapisując twarze i skrecze francuskiego
kwartetu w szerszej świadomości. Dance or Die nie tkwiło na
mojej liście najgorętszych premier, lecz BNN jest grupą solidną
jak przysłowiowe lasso – zawsze wraca (czy jakoś tak). Z dozą
nostalgii i pewności, co do znanej mi już jakości, odpaliłem
czwarty w ich karierze krążek. Zapraszam i ciebie, tylko uważaj,
bo bas siada tu niżej, niż Seba w słowiańskim przykucu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Breakbeat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Breakbeat. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 listopada 2016
piątek, 30 września 2016
Recenzja: Noisia - Outer Edges (2016]
Trzej
Królowie z Groningen kwalifikacje do robienia krzywdy mają
pierwszego sortu, bo trudno o lepszą dyskografię, by połamać
komuś w tańcu nogi. Debiutanckie Split The Atom udowodniło,
że drum & bass potrafi wyjść poza ramy singli / dwu-utworowych
winyli do aż 19 kawałków na jednym krążku, by brzmieć obłędnie,
bawiąc się nie tylko konwencją dnb, ale też elektroniką w ogóle.
Gdy powietrze stało się gęste od plotek na temat kontynuacji,
każdy brzdąc rozkochany w synkopie układał sobie naprędce życie,
by nic nie przysłaniało mu wielkości wydarzenia, które stało tuż
za rogiem. Hej, na allegro miotłę można kupić już za około dwie
dyszki, ale po co Ci to w sytuacji, gdy Outer Edges
pozamiatało tak mocno?
środa, 27 lipca 2016
Recenzja: Aphex Twin - Cheetah EP [2016] (MaSSS - Making a Short Story Shorter #9)
W 'MaSSS (Making a Short Story Shorter)' trochę miejsca zajmą EPki / single, które swoją zawartością nie pozostawiają wiele do dodania, jednak prezentują wystarczająco dużo dobrego / złego, by zasługiwały na kilka liter, zakończonych 5-stopniową skalą ocen. W dzisiejszym wydaniu:
niedziela, 27 września 2015
Recenzja: The Chemical Brothers - Born In The Echoes [2015]
The
Prodigy od nowa zdziera gardło, Junkie XL nagłaśnia kinowe
blockbustery, Fatboy Slim jeszcze się nie zapił, płyty wydaje
Leftfield i New Order, a Aphex Twin dostaje za swoje połamańce
nagrodę Grammy... Wrzucając do piwnicy nieopierzone gwiazdeczki
EDM, dość rzec, że muzyka elektroniczna nabiera kolorów, z
respektem wymiatając w blask reflektorów stare kocury. Mieszający
w beatach od niemal 25 lat The Chemical Brothers do
tej pory dawali sobie radę w wielu warunkach, bo co płyta, to
innowacja, a nie inaczej jest z najnowszym krążkiem. Gdy 'prawie
bracia' z The Crystal Method próbowali odmłodzić się i wpasować,
dobry smak począł wydrapywać sobie uszy, a więc tak, Born
In The Echoes mogło pójść
źle. Jak wielkie oczy ma ten strach?
sobota, 25 lipca 2015
Recenzja: The Prodigy - The Day Is My Enemy [2015]

Rozciągnięta
od pogujących metalowców, do hipsterów z ekotorbami uniwersalność
The Prodigy to piękna sprawa. Wkład w rozwój elektroniki znanej
dziś mają panowie niezaprzeczalny, tym większy ukłon należny
jest im za ciągły brak transformacji w osiadłych na tronie
obserwatorów własnego wypielęgnowanego czegokolwiek. Po łamiącym
ziemię debiucie i dwóch w tę ziemię wbijających kontynuacjach,
nowożytna historia Liama, Keitha i Maxima odbiła się jak głowa od
betonu (nie znęcajmy się mocno nad zaledwie niezłym Always
Outnumbered, Never Outgunned, bo
to nie czas i miejsce), przywracając im chwałę na Invaders
Must Die,
zgarniającym pulę nagród szybką, głośną i wesoło naćpaną
mieszanką. Następca miał być twardszy. I brutalny. I nazwę mu aż
z tego wszystkiego zmieniono z How
To Steal a Jetfighter na
The
Day Is My Enemy – czy
może być gęściej od mroku?
poniedziałek, 24 lutego 2014
Recenzja: The Crystal Method - The Crystal Method [2014]

Marki takie jak Crystal Method dziś
niestety budzą głównie wspomnienia przełomu lat 90 i 00, gdy
chłonność publiki na style takie jak breakbeat i big beat była
największa, a jako prowodyrów nurtu wymieniało się The Prodigy,
The Chemical Brothers, czy Fatboy Slima, nie zapominając o gigantach
pokroju Junkie XL, Fluke, Overseer i właśnie The Crystal Method. Z
czasem gatunkowa monogamia przedstawicieli zaczęła się z różnymi
skutkami zacierać, by dokonywać ekspansji poza swoim podwórkiem.
Zakładając, że elektroniczna muzyka rozrywkowa należy do
młodzieży i jeśli nie da się już nikogo oszukać fałszywym
dowodem tożsamości, to młodzieżowo popracować w studiu można
zawsze. Panowie Ken Jordan i Scott Kirkland postanowili kontynuować
mocno rozgałęzioną stylowo drogę obraną na Divided By Night
i rozpocząć 2014 rok krokiem w stronę barwnych parkietów. Na
pierwszy rzut oka krok to nieśmiały, bo właściwie bez nazwy. To
co wypływa z głośników po naciśnięciu trójkąta w odtwarzaczu
jest tego odwrotnością - znika nieśmiałość, a pojawia się
kryzys wieku średniego.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Recenzja: Phuture Doom - Phuture Doom [2013]

Kim są? Trudno powiedzieć. Jest ich
trzech, pochodzą z Detroit, częścią ich wizerunku są nie tylko
zamaskowane twarze, ale też czarne szaty, wpisy na oficjalnym twitterze i
facebooku pełne są krzaczków i nawiązań do pogaństwa, a
publikowane na youtube klipy powinny być przez epileptyków
omijane bardzo szerokim łukiem. Przy takiej charakterystyce,
opisanie muzyki którą tworzą jest początkowo tylko
minimalnie łatwiejsze. Połącz elektronikę z black metalem, utop w
kwasie, efekt złóż w ofierze dowolnie wybranemu mrocznemu
bóstwu, a otrzymasz Phuture Doom.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



