wtorek, 21 czerwca 2016

Recenzja: Justin Bieber - Purpose [2016]

Nie sądziłem, że Justin Bieber kiedykolwiek zagości w tym miejscu i że ja będę na tyle zdeterminowany, by napisać o nim więcej niż dwa zdania o wstydzie dla kogoś, kto ma więcej niż 16 lat. Trafiając uszami na dowolną z jego kompozycji, wyobraźnia podsuwała mi przed oczy wizerunek młodej dziewczynki. Podejście to nie zmieniło się z biegiem lat wcale, zwłaszcza, że owa dziewczynka zmieniła się w strojącego groźne miny i za te miny obrywającego chłystka. Na tonącą elektroniczno-taneczną łódź wskoczył już chyba każdy z gatunków możliwych do nazwania, a więc Bieber postanowił dopchać się też, skrzykując tęgie głowy marketingu i wziętych producentów. Wrażenia? Wstyd                                                           się przyznać.

poniedziałek, 30 maja 2016

Recenzja: Boys Noize - Mayday [2016]

Pomimo miażdżącego debiutu i dobrej kontynuacji, trzeci album Alexa Ridhy zagubił się za liczącą się w 2012 stawką. Zęby nawet najbardziej wiernych fanów zadzwoniły w obawie, czy kolejne wzmianki o producencie ograniczą się do '-Boys No... kto?'. Out Of The Black obfitował w podnośniki włosów na rękach, lecz tożsamość brzmienia zdawała się rozmywać i tak. To tu przewinął się nieeemal ciekawy dubstep, to tam ledwo dychała praaawie udana kolaboracja ze Snoop Doggiem – nie warto było jeszcze pakować tobołów i uciekać z tego statku, ale walizka w polu widzenia była niezłym pomysłem. Mayday pojawia się dość nagle i bez pompowania balonu, lecz po wizycie w garderobie. Wchodzenie w buty Bogatych TrendoTwórczych zamienione na elektro-punkowe                                                           łypanie spod oka? No dobra, wstępnie wpiszcie mnie w listę                                                           gości.

piątek, 13 maja 2016

Recenzja: Zamilska - UNDONE [2016]

Zamilska to, Zamilska tamto. Siamto i owamto. Popularność narosła przez 2014 rok niemal jak u Karolaka, skaczącego na swoich zębach z tabloidów wprost do twojej lodówki. Wpisując nazwisko Natalii w wyszukiwarkę, serce bije niczym napompowane adrenaliną, bo wszyscy krzyczą zgodnie: ewenement, zjawisko, czad. Nie będę się żalił, jak bardzo wyświechtany jest termin 'muzycznej rewolucji' w świadomości naszego społeczeństwa - co polski album, to 'rewolucja'; lecz tematowi zaszczepionemu 2 lata temu przez UNTUNE należy się uwaga, bowiem słowa takie jak 'techno', 'tribal', czy 'industrial' nie pojawiają się (z reguły) w niedzielnym kazaniu, czy kąciku muzycznym Familiady. Skąd więc tyle fistpumpingu do Zamilskiej? Przyjrzyjmy się trupom, wypadającym z szafy z napisem UNDONE.

poniedziałek, 9 maja 2016

Recenzja: Yelawolf - Love Story [2015]

Żyjemy w dziwnych czasach, gdy rapujący biali ludzie w tekstach wołają na siebie nawzajem 'nigga' (ot, 'czarnuch' po ziomkowemu). Eminem nie jest już jedyną kroplą mleka w czarnej hip-hopowej kawie, a postaci takie jak Machine Gun Kelly, Macklemore i G-Eazy zdobywają szacunek nie mniej prężnie niż Kanye, 2 Chainz, czy A$AP. Woźnym, wymiatającym łamigłówki słowne spod dywanu szpanerów, stara się być też Yelawolf. Ten, wskoczywszy z mikstejpów wprost pod skrzydła wydawniczego tandemu Shady / Interscope Records, popełnił w 2011 roku Radioactive - wyśrubowane do granic wypluwanie słów wprost na elektroniczno-trapowe podkłady. Krążek ten, choć nierówny, zajmował uwagę zdecydowaniem i determinacją płynącą z głosu snującego opowieści. Czego oczekiwać od Love Story? Cóż, Yella zasiadł na ganku z gitarą i jest wściekły jak wilk z okładki.

piątek, 29 stycznia 2016

Recenzja: Xilent - We Are Virtual [2015]

Z roku na rok, dźwięki 'od nas' dokonują ekspansji pewniejszej i dalszej. Nie stoimy już jednym Skalpelem w Ninja Tune i Catz n Dogz w Dirtybirdzie, a przechadzka palcem po koncertowej mapie nie kończy się na Wielkiej Brytanii, czy Niemczech. EDM dziś w cenie i modzie, dobrze więc mieć po swojej stronie barykady kogoś, kto umie powiedzieć 'Brzęczyszczykiewicz' (oby!). Za wierzchołek góry lodowej niech posłuży Xilent, rozpoczynając drum & bassowym truchtem u Johna B w Beta Recordings, a rozbijaniem murów na pełnym biegu w Monstercat i skrillexowym OWSLA kończąc. Nie bez znaczenia jest także AudioPorn Records, bo tamże swój debiutancki długograj, We Are Virtual, wydał jakis czas temu Eryk... I taki to Matrix, że brakuje tylko doklejonego do pudełka woreczka z czerowną i niebieską pigułką.

wtorek, 26 stycznia 2016

Recenzja: We Are Modeselektor [2013] (Film)

... To uczucie, gdy jest sobota wieczór, a ty nie jesteś na wyczekiwanym od pewnego czasu koncercie Modeselektor (za mało biletów się ponoć sprzedało, jak żyć?). Siedzisz za to w domu, z chęcią zatupania podłogi, lecz eliminujący pewne zachowania wiek pozwala jedynie na zawiedzione odsłuchiwanie kolejnych kawałków duetu. Niezłym pomysłem staje się wtedy zapoznanie z dokumentem przedstawiającym ludzi, których powinieneś mieć właśnie przed sobą na scenie... I tak nie masz nic lepszego do roboty, nie oszukuj się.


niedziela, 24 stycznia 2016

Recenzja: What So Not (Emoh Instead + Flume) - Gemini EP [2015] (MaSSS - Making a Short Story Shorter #8)

W 'MaSSS (Making a Short Story Shorter)' trochę miejsca zajmą EPki / single, które swoją zawartością nie pozostawiają wiele do dodania, jednak prezentują wystarczająco dużo dobrego / złego, by zasługiwały na kilka liter, zakończonych 5-stopniową skalą ocen. W dzisiejszym wydaniu: 

What So Not (Emoh Instead + Flume) - Gemini EP


środa, 13 stycznia 2016

Recenzja: Excision - Codename X [2015]

 Dawno, dawno temu, bohater naszego dzisiejszego spotkania, obserwując dubstepowe szaleństwo toczące się przez brytyjskie kluby, zapragnął odziać marketingowo nierzucający się w oczy, choć ciężko skrojony bas w metkę 'Made in USA'. Zaczął wyśmienicie, oferując produkcje ostrzejsze, niż wywodzące się z dubu i reggae wyspiarskie pierwowzory. Mimo to, wymiana mocy płynącej spod igły kręcącej się po winylu na populistyczny plastik wisiała w powietrzu. Stojący za projektem Jeff Abel do tematu podszedł radykalnie. Z produktu końcowego wyrzucił stopniowo wszystko, czym obrany za cel gatunek był, zamieniając go w absurdalnie świdrujące 'kokodżambo i do przodu'. Cztery lata temu, debiutancki album Excisiona trafił na rynek za sprawą nie jego własnej wytwórni płytowej (Rottun), a należącego do Deadmau5 dużo popularniejszego Mau5trap Recordings. Czy nadszedł już czas, by po niezliczonych festiwalach i współpracy z tuzami branży (zespół Korn chociażby), Jeff zarobił na swój Amerykański Sen, dźwigając Codename X nie na kontraktach z grubszymi rybami, a na swoich własnych plecach?

niedziela, 13 grudnia 2015

Recenzja: Crookers - Sixteen Chapel [2015]

Przenieśmy się w lata 2006-2010, kiedy to electro-house zapisywał się w historii muzyki popularnej wielkimi literami. Festiwalowe sceny drżały od dźwięków fidget house i french electro, a fanom wciąż brakowało palców, by zliczyć wszystkie Justice, SebastiAny, Les Petits Pileuse, Surkiny... ogólnie panowała Francja. Sytuacja prowokowała do wystąpienia kogoś kłótliwego i rozwrzeszczanego. Długo nie musieliśmy czekać, warto za to było schować się za przewróconym stołem przed siłą hałasu generowanego od tego czasu przez The Bloody Beetroots, Congorocka i Crookers. Mniejsze i większe sukcesy dwóch pierwszych projektów zostały w pewnym momencie zjedzone przez zremiksowaną wersję Day'n'Nite Kid Cudiego, przebijając duet do świadomości tłumów dużo bardziej, niż ich debiutancki długograj (Put Your Hands On Me). Rok po nim nadszedł sprawiający sporo zawodu drugi album, Tons of Friends, kontynuowane przez jeszcze słabszego Dr. Gonzo... Aż strach mieć jakiekolwiek oczekiwania w stosunku do Sixteen Chapel.

środa, 9 grudnia 2015

Recenzja: Alesso - Forever [2015]

Przeglądając notowanie setki najlepszych Djów świata (wg DJ Mag), można się nie tylko podłamać na duchu, ale też zadumać. Rozróżnianie tak wielu modnie zalizanych 'szwedzkich producentów' w obcisłych koszulkach staje się coraz trudniejsze, zwłaszcza podczas spaceru przez YouTube po sznurku nagrań Hardwell / Ingrosso / Garrix / Trash / Sunshine / Dimitry Vegas stanowiących wariację na temat jednej piosenki. Na kolejną gwiazdę brylantyny, białego t-shirtu z Diesla i zadatków na miliony dolców na koncie, wyrasta od jakiegoś czasu także Alesso. Ten zechciał jednak zapakować swe brzmienie w album, a nie jak konkurenci w setki singli, bo to i tak nieważne - całe pieniądze idą                                                           z koncertów. Czy dzięki takiemu poświęceniu, Forever                                                           nie wyląduje w koszu?